niedziela, 15 listopada 2015

SZYBKA I ŁATWA OPALENIZNA? TO MOŻLIWE!



Zapewne wiele z Was chciałoby cieszyć się opalenizną bez ryzyka, jakie niesie ze sobą smażenie się w pełnym słońcu. Niestety słońce pod naszą szerokością geograficzną raczej nie rozpieszcza nas cały rok… Poza tym, nie każdy ma czas na takie „przyjemności” czyż nie? ;) Zapewne już wiecie do czego zmierzam? Tak, dziś nadszedł czas na kilka słów o samoopalaczu, ale nie byle jakim… Jeśli Was zaciekawiło słowo wstępu, to zapraszam do dalszego czytania!


VITA LIBERATA FABOULUS SELF TAN MOUSSE MEDIUM


OPAKOWANIE



Bardzo podoba mi się minimalistyczny design opakowania, ponieważ samoopalacz sprawia dzięki temu wrażenie produktu luksusowego. Brązowy kolor w sposób oczywisty nawiązuje do koloru samoopalającej pianki oraz do opalenizny jako takiej. Opakowanie samoopalacza zakończone jest dyfuzorem, który dozuje nam produkt w formie zaskakującej „czekoladowej” pianki! Zatyczka pozwala na zabezpieczenie produktu w trakcie przechowywania.

  
KOLOR/KONSYSTENCJA/ZAPACH




Kolor i konsystencja pianki bardzo przypadły mi do gustu, ponieważ przypominają pyszny nieziemsko czekoladowy mus! A zapach? Nie uświadczycie tutaj duszącego zapachu jak przy innych tego typu produktach.

  
SKŁAD




Aloe Barbadensis (Aloe Vera) Leaf Water*, Dihydroxyacetone***, Cocamidopropyl Betaine, Saccharide Isomerate***, Tocopheryl Acetate**, Cucumis Melo (Melon) Fruit Extract**, Hyaluoronic Acid, Vitis Vinifera (Grape) Seed Extract***, Ginkgo Biloba,  Leaf Extract*, Fucus Vesicolosus (Bladderwarck) Extract**, Litchi Chinensis (Lychee) Fruit Extract**, Rubus Ideaus (Raspberry) Seed Extract*, Hydrolysed Silk (Soie), Glycyrrhiza Glabra (Licorice) Extract**, Sosium Benzoate, Potassium Sorbate, Citric Acid, CI 17200 (Red 33), CI 4090 (Blue 1), CI 19140 (Yellow 5)

  
APLIKACJA



Aplikacja produktu jest bardzo prosta. Wystarczy nanieść go na suchą skórę za pomocą rękawicy marki Vita Liberata i wmasować. Rękawica bardzo upraszcza nam sprawę, ponieważ produkt przez nią nie „przecieka” i nie musimy obawiać się o „zafarbowanie” naszej dłoni. Zaznaczam jednak, że rękawica jest „jednostronna” i trzeba uważać, by samoopalacz nie dostał się do niej, np. na łączeniu materiałów, bo jest to jej słabym punktem. Ale nie utrudniło mi to aplikacji produktu, po prostu próbuję Was przestrzec zawczasu ;)


MOJA OPINIA



Jak już wspomniałam na samym początku, bardzo podoba mi się minimalistyczne opakowanie zakończone pompką. Czekoladowy odcień musu/pianki poza walorem estetycznym ma również bardzo duże znaczenie praktyczne – nakładanie samoopalacza nigdy nie było tak proste! Wyobraźcie sobie, że smarujecie ciało czekoladowym musem – tak właśnie wygląda aplikacja tej pianki, a więc bardzo dokładnie widać, gdzie i w jakiej ilości kosmetyk został nałożony. Dzięki temu nie pominiecie żadnej partii ciała, ani nie przesadzicie z samoopalaczem w newralgicznych miejscach typu kolana, kostki, itp. Najlepiej przetrzeć takie miejsca wilgotnym ręcznikiem, żeby zebrać ewentualny nadmiar produktu.


Co jeszcze może być pomocne przy nakładaniu samoopalacza? Przede wszystkim gładka skóra, którą osiągniemy dzięki peelingom i depilacji. Nie róbcie jednak depilacji tuż przed aplikacją samoopalacza. Nie smarujcie także skóry żadnym balsamem i nie moczcie jej przed nałożeniem produktu. Ma on być zaaplikowany na czystą i suchą skórę bez podrażnień. Poniżej możecie zobaczyć jak wyraźnie widoczny jest produkt tuż po nałożeniu na skórę.




Do aplikacji samoopalacza idealnie nadaje się rękawica w pięknym błękitnym odcieniu, niczym lazurowe morze ;) Druga strona rękawicy ma odcień cielisty i możecie ją zobaczyć poniżej po użytkowaniu i praniu – nie ma tragedii.





Po nałożeniu samoopalacza kolistymi ruchami w zalecanej ilości 5-10 pompek na jedną partię ciała (ja użyłam minimum i było ok) powinniśmy odczekać ok. 4-8 godzin i zmyć preparat. Ja zostawiłam na dłuższy czas przez nieuwagę i się nie „spaliłam” ;) Z ciekawostek – podczas spłukiwania odcień wody zmieniał się z żółtego na zielony, a po wytarciu pompki papierowym ręcznikiem ujawniły się niebieskie obwódki wokół czekoladowych plam z musu ;) Czary!



Jeśli chodzi o podrażnienia, to żadne u mnie absolutnie nie wystąpiły. Produkt obszedł się bardzo łagodnie z moimi nogami. Nie były przesuszone ani pomarańczowe. Na moim szarym dresie nie uświadczyłam plam z samoopalacza przed myciem ciała, ale nie noszę białych spodni, więc nie wiem, jak taki eksperyment by się zakończył ;)




Czas na efekty! Po pojedynczym zastosowaniu uzyskałam delikatną brązową opaleniznę, bez żadnego przerysowanego efektu a la pomarańczka lub murzynka. Choć początkowo głęboki i intensywny brąz pianki oraz słowo „Medium” na opakowaniu mogło Was, zwłaszcza bladolicych, przerazić, to uspokajam – opalenizna, którą uzyskujemy nie rzuca się w oczy od progu krzycząc: jestem ofiarą samoopalacza! Jest naprawdę stonowana i piękna! No i nie leżała koło pomarańczy ;) Żeby pokazać Wam działanie produktu Vita Liberata postanowiłam celowo nie nałożyć produktu na wysokości kolan. Teraz dokładnie możecie zobaczyć jak wyglądał odcień mojej skóry także bez samoopalacza przy kolanie oraz po zastosowaniu produktu na całej nodze ;) Różnica jest widoczna, czyż nie? Nie pojawiły się przy tym żadne „zacieki” ani „plamy”.


 PS. Przepraszam za „gęsią skórkę” na nogach, ale dopiero co wyskoczyłam z ciepłego łóżka :D

PODSUMOWANIE


+ wygodne opakowanie z pompką,
+ czekoladowy odcień pianki, który barwi skórę przy aplikacji, przez co pozwala na kontrolowanie rozłożenia samoopalacza na ciele – aplikacja jeszcze nigdy nie była tak prosta! 
+ brak charakterystycznego dla samoopalaczy „smrodku",
+ lepszy skład,
+ brak podrażnień po użyciu samoopalacza,
+ efekt „naturalnej” brązowej opalenizny, bez cienia „pomarańczki",
+ brak zacieków i plam nawet po niedokładnej aplikacji,
+ dobra dostępność (stacjonarnie w Sephorze + przez internet), 
- cena (109 zł),
- konieczność odczekania 4-8 godzin i zmycia produktu z ciała.

Jeśli chcecie cieszyć się piękną opalenizną cały rok, to szczerze polecam! 

Produkt otrzymałam w ramach współpracy z marką Vita Liberata, jednak nie wpłynęło to na moją opinię.




Używacie samoopalaczy? :)





50 komentarzy :

  1. Polubiłam tę markę, ale mam akurat produkty do twarzy:)

    OdpowiedzUsuń
  2. nie uzywam samoopalaczy,ale dobrze wiedziec o tym produkcie:)

    OdpowiedzUsuń
  3. nie używam takich produktów, ale wiele dobrego o nim słyszałam :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Cena spora. Kiedyś używałam samoopalaczy, teraz już rzadko.

    OdpowiedzUsuń
  5. Z Vita Liberata mam dwa produkty do opalania twarzy i bardzo je lubię:)

    OdpowiedzUsuń
  6. Wygląda fajnie :). Miałam piankę i chyba jako jedyną w blogosferze, mnie uczuliła :P

    OdpowiedzUsuń
  7. Mam piankę i jest rewelacyjna! Świetny efekt. :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Miałam ten samoopalacz, ale nie w formie pianki tylko balsamu, efekty daje fenomenalne to prawda, aczkolwiek na pewno nie jest na moją kieszeń. :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Nie mamy doświadczenia z samoopalaczami ale czasem warto użyć :)
    zapraszamy do nas na konkurs :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Znam i bardzo lubię. Akurat miałam ten sam produkt.

    OdpowiedzUsuń
  11. Praktycznie nie używam samoopalaczy, już wolę moją bladość ;D

    OdpowiedzUsuń
  12. Ja czekam właśnie na swój pierwszy lotion od tej firmy :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Efekt super, ale ja jednak wolę pozostać blada :D

    OdpowiedzUsuń
  14. Przydałby mi się taki produkt, bo jestem okropnym bladziochem :P

    OdpowiedzUsuń
  15. Używam bardzo rzadko samoopalaczy , ale znam ten i go lubię :)
    www.khatstyle.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  16. nie jestem z kategorii lubiących opaleniznę:D

    OdpowiedzUsuń
  17. U mnie po każdym z samoopalaczy wychodzą plamy.:/

    OdpowiedzUsuń
  18. Ciekawią mnie te kosmetyki, nawet ładny skład :)

    OdpowiedzUsuń
  19. Używam samoopalacza VL w żelu od bardzo dawna i nie zamienię tej firmy na nic innego, jest świetna! :)

    OdpowiedzUsuń
  20. Wierzę, bo testuję mus i jest super! Buziak Kochana na milutki wieczór :*

    OdpowiedzUsuń
  21. Używam samoopalaczy w okresie letnim :) Ten wygląda zachęcająco :)

    OdpowiedzUsuń
  22. Ciekawy produkt, choć ja raczej takich kosmetyków używam tylko w okresie letnim

    OdpowiedzUsuń
  23. Jak nie lubię przyciemniać skóry, to ta pianka wzbudziła moje zainteresowanie :)

    OdpowiedzUsuń
  24. wygląda to kusząco, najpierw musze zainwestować w taką rekawice i zużyć moje 3 samoopalacze :D

    OdpowiedzUsuń
  25. produkt fajny, ja jednak boję się używać takich produktów w obawie, że narobię sobie jakiś smug lub innych nieładnie wygldających rzeczy :P

    OdpowiedzUsuń
  26. Ja już się polubiłam z moją bladością, jednak popieram stosowanie bezpiecznych form opalania :)

    OdpowiedzUsuń
  27. Rzadko sięgam po produkty tego typu, mimo to, szkoda, że nie trafiłam na niego latem,. :-)
    Pozdrawiam,
    kosmetykiani.pl

    OdpowiedzUsuń
  28. Z chęcią poznałabym to cudo.

    OdpowiedzUsuń
  29. oooo co za ciemny kolor pianki ;D

    OdpowiedzUsuń
  30. podoba mi się i cena w miarę ok jak na taki produkt :)

    OdpowiedzUsuń
  31. Ja niestety robię sobie krzywdę każdym samoopalaczem, więc staram się omijać je szerokim łukiem :)

    OdpowiedzUsuń
  32. Cena faktycznie wysoka. Ale widać reszta na plus. W lato miałam piankę samoopalajaca z avonu , nadziewane ostatnio haha .

    OdpowiedzUsuń
  33. Nie używam tego typu produktów :))

    OdpowiedzUsuń
  34. Uwielbiamy takie kosmetyki;) Mozna się cieszyc piekna opalenizną przez cały rok;)

    OdpowiedzUsuń
  35. Jak nie pachnie typowo samoopalaczem to ok ;) Ja używam teraz balsamu brązującego z Ziaji - pachnie orzechami, super sprawa ;)

    OdpowiedzUsuń
  36. Ja raczej nie używam samoopalaczów ;)

    OdpowiedzUsuń
  37. Nie używam samoopalaczy, ale warto wiedzieć, że takie cudo istnieje :)

    OdpowiedzUsuń
  38. mam maskę z VL i sobie ją chwalę, choć nie wiem czy samoopalacz nie byłby dla mnie zbyt mocny

    OdpowiedzUsuń
  39. Zastanawiałam się nad nim, ale jak dotąd cena skutecznie mnie zniechęciła.

    OdpowiedzUsuń

Serdecznie dziękuję za każdy konstruktywny komentarz!