niedziela, 24 stycznia 2016

JAK SZYBKO I SKUTECZNIE OPALIĆ TWARZ? CZYLI O KOLEJNYM HICIE BIELENDY…


Witajcie! Jak zwykle wszystko sprzysięgło się przeciwko mnie i wizyty u weta wyjęły mi pół tygodnia z życia, ale w końcu może uda mi się opublikować post o tym, co tygryski lubią najbardziej, czyli o olejkach! Na pewno wiecie, że jestem olejo-maniaczką, jeśli chodzi o pielęgnację twarzy jak i włosów, dlatego MUSIAŁAM, po prostu musiałam skusić się na olejek brązujący od Bielendy…

 

BIELENDA ARGANOWY KONCENTRAT BRĄZUJĄCY



Oczywiście wiem, że moja skóra ma alergię na olejek arganowy, ale kto bogatemu zabroni kupić kolejny kosmetyk? ;)

OPAKOWANIE


Koncentrat otrzymujemy w szklanej przezroczystej butelce, ale pamiętajmy o tym, że tego typu specyfiki warto trzymać w ciemnym szkle/zaciemnionym miejscu, więc nie wyrzucajmy kartonika zaraz po zakupie! W tym momencie w mojej głowie pojawiło się pytanie: czy kartonik był zafoliowany, czy nie? Chyba był? I nagle olśnienie: przecież zakupiłam nowe opakowanie, więc mogę sprawdzić, eureka! No więc… jest zafoliowane ;) Mamy więc pewność, że nikt nie grzebał w naszym olejku. Butelka zakończona jest bardzo przyjemną nakrętką z pipetą, która sięga wewnątrz niemal do samego dna opakowania. Butelka jest niewielka i zawiera 15 ml produktu. Szata graficzna opakowania jest bardzo przyjemna i w oczywisty sposób nawiązuje do opalenizny.

KONSYSTENCJA/KOLOR/ZAPACH



Konsystencja koncentratu jest lejąca, typowo olejkowa. Odcień, jak widać na zdjęciach, jest karmelowy i… tak też pachnie! Pachnie po prostu obłędnie słodko, karmelowo-waniliowo, zapach aż wciska się w nozdrza! Sama słodycz!

SKŁAD


Zaraz po wodzie, w składzie widzimy betainę, która pełni rolę nawilżającą; dihydroksyaceton, czyli cukier stosowany standardowo w kosmetykach do opalania, ponieważ barwi naszą skórę; glicerynę, która nawilża naszą skórę, oraz ułatwia przenikanie substancji w jej głąb; PEG-12, czyli emolient, który zapobiega odparowaniu wody ze skóry; Polysorbate 20 – emulgator, nie ma działania rakotwórczego; Troxerutin – chyba usprawnia przepływ krwi; kwas hialuronowy – zmiękcza i wygładza skórę; arganowe komórki macierzyste (ha! Czyli jednak nie olejek arganowy!) – skutecznie walczą ze starzeniem się skóry; Isomalt – substancja słodząca? :D; lecytynę – znowu nawilżenie; Sodium Lactatce – może złuszczyć rogowaciały naskórek; kwas mlekowy – podobnie jak poprzedni kolega potrafi przeniknąć przez zrogowaciały naskórek oraz nawilża; Polyacrylate – większa lepkość kosmetyku. Potem oczywiście dalej „złoooooo”.

ZASTOSOWANIE


Koncentrat możemy nakładać na oczyszczoną skórę solo, czyli odmierzyć dwie/trzy krople i rozprowadzić dokładnie na skórze (ja daję całą pipetę :P), albo dodawać do kremu i dopiero wtedy aplikować na twarz (z tego sposobu nie korzystałam).

MOJA OPINIA


Jeśli chodzi o wygląd, opakowanie i jego funkcjonalność, to nie mam tu czego zarzucić – pipeta działa dobrze, możemy dozować odpowiednią ilość kosmetyku, nic się nie rozlewa, nie przecieka. Jeśli chodzi o zapach, to tak jak pisałam powyżej – jest cudowny, słodki, nieziemsko karmelowo-waniliowy i bardzo intensywny. Ostatnio mam chyba szczęście do kosmetyków samoopalających do twarzy, bo testowana uprzednio maska na noc Vita Liberata pachniała ciastem cytrynowym :D No ale czymś trzeba ukryć „smrodek” samoopalacza, by go nie było czuć ;)


Dochodzimy więc do kolejnego punktu, czyli składu… Jak możecie zauważyć, znajduje się w nim wiele substancji nawilżających skórę, popularne ostatnimi czasy komórki macierzyste czy kwasy zmiękczające naskórek oraz równie dużo śmieciowych substancji, w tym DMDM Hydantoin. Ten ostatni jest zawarty również w toniku, którego używam na co dzień, a to już bardzo niedobrze, ponieważ jest to konserwant, którego dopuszczalne maksymalne stężenie w gotowym produkcie wynosi 0,6%. Ale gdy użyjemy po sobie dwa produkty o takim stężeniu, to zaczyna się robić nieciekawie (a producenci nie podają tych stężeń)…

A jak ma się sprawa z działaniem? Otóż jest znakomite. O ile maska Vita Liberata „opala” dosyć powoli, w sumie bardziej poprawia koloryt naszej skóry, „rozpromienia” ją i odżywia, o tyle koncentrat brązujący Bielendy przejawia o wiele silniejsze działanie samoopalające. Jak wspominałam wyżej, koncentrat stosowałam solo, nie mieszałam go z ulubionym kremem do twarzy, więc jedynie pod takim kątem mogę go ocenić. Ale do rzeczy…
 
Koncentrat powoduje naprawdę widoczne i efektowne opalenie skóry. Oczywiście nadal nie budzę się rano jako pomarańczka, ale po jednym zastosowaniu mam tak wyrównany koloryt skóry, że wszelkie zaczerwienienia niemal znikają. Działanie jest bardzo mocne, a co za tym idzie, należy „troszkę” uważać. Dlaczego troszkę? No, bo bez przesady, nie będę się bawić co wieczór na w pół śnięta (tak to się pisze?) w DOKŁADNE aplikowanie samoopalacza. Jedynie raz zdarzyło mi się zafundować sobie plamę, bo miałam wysuszony obszar między brwiami i właśnie w przypływie „geniuszu” od tego miejsca zaczęłam rozsmarowywanie koncentratu, nie rozprowadzając go w kierunku oczu, a jednie w górę na czoło, więc następnego dnia pod każdą brwią miałam wyraźne „odcięcie” skóry opalonej od białej ;) W ten sposób nauczyłam się aplikować jedynie resztkę produktu na newralgiczne miejsca (oczywiście nie aplikuję produktu ani na oczy, ani usta!), gdy już rozprowadzę go uprzednio na policzkach i czole. „Resztką z resztki” warto również „przejechać” szyję, żeby nie mieć zbytnio opalonej twarzy w stosunku do bladego ciała ;)


Aplikację produktu mogę więc śmiało określić jako prostą, o ile macie zadbaną skórę, bez skórek czy suchych placków ;) Natomiast w odróżnieniu od maski Vita Liberata nie polecałabym stosować kosmetyku Bielendy solo na co dzień, bo można skończyć jako skwarka. Osobiście stosuję go max 3 razy w tygodniu. Jeśli chodzi o nawilżenie, to jest naprawdę zadowalające, nie trzeba wybierać: opalenizna czy nawilżenie, bo to produkt 2w1. Producent zapewnia, że koncentrat szybko się wchłania i w 100% się z nim zgodzę. Ponadto poprawia koloryt cery, a opalenizna, jaką uzyskujemy może być stopniowana. Skóra po jego zastosowaniu jest gładka i promienna. Nie wiem, jak sprawuje się pod podkładem i czy brudzi ubrania, bo stosuję go jedynie na noc, a poduszki mam ciemnobrązowe ;)

PODSUMOWANIE


Gdybyście zasłonili mi oczy i nie pokazali składu, to rzekłabym, iż to kosmetyk cudowny. Niestety wiem, że zawiera dużo nieciekawych substancji, ale jego cena (max 30 zł, ja swoje oba egzemplarze kupiłam po 19,99 zł w Rossmannie) oraz działanie wiele wynagradza. Już wygadałam się Wam, że mam kolejne opakowanie, więc wiecie, że jestem z tego produktu bardzo zadowolona. Na pewno ciśnie Wam się na usta pytanie: Co byś wybrała – maskę Vita Liberata czy koncentrat Bielendy?, więc od razu Was przystopuję – to są dla mnie dwa zupełnie inne produkty. Maska Vita Liberata jest po pierwsze maską, poza tym działa bardzo delikatnie, bardziej odżywia, ma świetny skład, opala subtelnie, więc można ją stosować codziennie, ale ma wysoką cenę. Z kolei koncentrat Bielendy jest ok. pięciokrotnie tańszy, ma formę olejowatą, ładnie nawilża, daje mocną opalenizę, przez co może (ale nie musi!) robić plamy, a już na pewno nie mogę stosować go codziennie, bo skończyłabym jako skwarka. Za to oba mają obłędne zapachy! Wybór zatem pozostawiam Wam… Ja będę użytkować oba! ;) Bielendo, to Twój kolejny udany kosmetyk!



Wolicie skórę opaloną czy bladą? ;)

 

63 komentarze :

  1. KOsmetyku tego nie znam, ale baardzo lubię opaleniznę ;-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie stosuję tego typu kosmetyków, wydaje się mi, że mam karnację na tyle w dobrym odcieniu, że te produkty są dla mnie zbyteczne.

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie znam tego produktu; osobiście nie przepadam za opalenizną twarzy. Bardzo lubię markę Bielenda :) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  4. Przydatna recenzja bo właśnie takiego produktu szukałam na wiosnę, ja wyprubuję najpierw olej z nasion marchwii, podobno ma działać tak samo.

    OdpowiedzUsuń
  5. Muszę to serum wypróbować bo uwielbiam kosmetyki Bielendy

    OdpowiedzUsuń
  6. Że też muszą ten formaldehyd tak walić... z tego powodu nie użyję, a bladam okrutnie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No niestety DMDM... :P Jakoś strasznie tego nie unikam, ale gorzej jak jest w kilku kosmetykach, które używam ;)

      Usuń
  7. Używam właśnie maski Vita Liberata, ale o tym olejku słyszałam już trochę i mnie ciekawi ;) Pewnie go wypróbuję ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Kocham ten produkt, działanie cudowne, zero zapychania i plam. Must have na lato, tym bardziej, że ja nigdy nie opalam twarzy

    OdpowiedzUsuń
  9. No o tym cudaku to nie słyszałam, chociaż asortyment Bielendy jest mi znany bardzo dobrze ! Na pewno kupię go na lato, bo nie opalam twarzy naturalnie, więc będzie to dobra alternatywa :) Super !:)

    OdpowiedzUsuń
  10. No to bardzo ciekawy produkt :) Nie wiedziałyśmy, że w taki sposób można opalić twarz ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. hmmm jakoś przeraża mnie ta olejowata wersja, ale może i u mnie się spisze :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Nie przepadam za opalenizną , wolę być blada :D

    OdpowiedzUsuń
  13. ta olejowata wersja troszkę przeraża, ale i tak bym się skusiła;p
    Sandicious

    OdpowiedzUsuń
  14. Wolę być blada, ale mogłabym polecić go osobie, której zależy na delikatnym opaleniu twarzy :D Będę pamiętać, może ktoś się kiedyś o to zapyta :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też tak zawsze myślę, że będę pamiętać :D Ale różnie z tym bywa :)

      Usuń
  15. Dziwny produkt. Nie znalazłabym dla niego zastosowania.

    OdpowiedzUsuń
  16. A jak produkt schodzi? robi plamy i placki czy ładnie ściera z twarzy np . podczas peelingu?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem, jak to ująć, ale on po prostu tak jakby się "wchłania", bo powoli zanika nawet wtedy, gdy nie robię peelingu przez kilka dni ;) Natomiast nigdy nie zrobił mi żadnych plam w trakcie "schodzenia" :)

      Usuń
  17. Dobrze, że Ci się sprawdził. Ja akurat nie stosuje takich "opalaczy".

    OdpowiedzUsuń
  18. uwielbiam niektóre kosmetyki Bielendy, np. ich serum z kawasem migdałowym, a to wygląda ciekawie, chociaż tym składem mnie trochę zasmuciłaś.

    OdpowiedzUsuń
  19. Też go miałam i polecam:))

    OdpowiedzUsuń
  20. Nie wiem czy bym się zdecydowała, ale czytałam o tym olejku wiele pozytywnych opinii :)

    OdpowiedzUsuń
  21. Lubię opaloną skórę twarzy gdyż mam dużo prześwitujących przez nią żyłek. A że nie zawsze chcę używać podkładu to opalenizna ładnie to ukrywa. Myslę, że polubiłabym się z tym produktem i zapewne nabędę go jak zużyję wspomnianą przez Ciebie maskę Vita Liberata którą również uwielbiam.

    OdpowiedzUsuń
  22. Ja unikam takich kosmetyków. Śmierdzę po ich jakbym w wędzarni siedziała a do tego wychodzą plamy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Całe szczęście ten nie śmierdzi, ani nie "plami" :D

      Usuń
  23. Nawet sie dzisiaj na niego przyglądałam ale jednak nie kupilam :-)

    OdpowiedzUsuń
  24. Hej o jakim liście piszesz, bo ja o niczym nie wiem ? w jakim numerze?

    OdpowiedzUsuń
  25. Lubię skórę opaloną, ale zawsze się boję, że sobie zrobię krzywdę takim kosmetykiem.

    OdpowiedzUsuń
  26. Jakoś mnie nie kuszą takie produkty.

    OdpowiedzUsuń
  27. Mam gdzieś te kropelki, ale jeszcze ich nie używałam ;) może niebawem spróbuję :)

    OdpowiedzUsuń
  28. Ja jestem tak blada, że nie wiem czy taki produkt by mi pomógł :P

    OdpowiedzUsuń
  29. ja mam z vita liberata i zostane przy nim;)

    OdpowiedzUsuń
  30. Czytałam sporo pozytywnych opinii o tym produkcie, może ciekawości wypróbuję :)

    OdpowiedzUsuń
  31. Chcialabym go wybrobowac, choc mam watpliwosci czy zadzalal by mnie poniewaz jestem baardzo blada.

    OdpowiedzUsuń
  32. ja mam kolejne opakowanie olejku z Loreala

    OdpowiedzUsuń
  33. Chetnie bym wypróbowała, tylko trochę się obawiam właśnie, ze na jakichś bardziej suchych miejscach mogłoby mnie opalić niezbyt równomiernie.

    OdpowiedzUsuń
  34. Nie wiedziałam, ze Bielenda ma takie cudeńko :)

    OdpowiedzUsuń
  35. bardzo ciekawy produkt :) chętnie bym wypróbowała :)

    OdpowiedzUsuń
  36. Unikam produktów samoopalających.

    OdpowiedzUsuń
  37. Zaciekawiłaś mnie tym produktem :) Stosowałam kiedyś takie serum na bazie olejku z beta karotenem, który też miał lekko brązowić skórę i miał brunatny kolor, ale jednak tego nie robił. Z chęcią sięgnę po tą Bielendę, szczególnie w lecie, kiedy się w ogóle nie opalam, żeby nabrać troszkę koloru :)

    OdpowiedzUsuń
  38. Jestem bardzo ciekawa tego produktu i choć sama nie sięgam po samoopalacze itp... na ten z chęcią bym się skusiła szczególnie teraz kiedy moja cera woła o promienie słońca:D

    OdpowiedzUsuń
  39. A i owszem udany produkt:) VL też lubię;)

    OdpowiedzUsuń
  40. mam ten olejek i muszę go w końcu zacząc używać :)

    OdpowiedzUsuń
  41. muszę zainwestować w tę odżywkę :)


    ___________________________
    www.justynapolska.com
    Fashion & Make-up

    OdpowiedzUsuń
  42. Ja miałam zawsze opory co do różnego typu "samoopalaczy" ale może czas się przełamać :)

    OdpowiedzUsuń
  43. Czytałam wiele pozytywnych opinii na temat tego produktu i pewnie gdybym lubiła mieć opalona twarz, to bym po niego sięgnęła. Może bliżej lata go przetestuję, bo zimą polubiłam swoją bladą skórę :)

    OdpowiedzUsuń

Serdecznie dziękuję za każdy konstruktywny komentarz!