2018/09/30

PIĘĆ PRODUKTÓW LILY LOLO – CZY WARTO PRZERZUCIĆ SIĘ NA MAKIJAŻ MINERALNY? (MNÓSTWO ZDJĘĆ!)


Jeśli śledzicie mojego bloga już jakiś czas, to być może wiecie, że nie przepadam za kosmetykami do makijażu w formie sypkiej. Jeśli chodzi o czystość, to pewne rzeczy traktuję dość pedantycznie i denerwuje mnie wszelkie rozsypywanie czy pylenie kosmetyków. Jednak nawet tak oporna istota jak ja zaczęła powoli przełamywać swój opór przed kosmetykami w formie sypkiej. Zaczęło się oczywiście od pudrów, bo choć moja cera przez zdecydowaną większość roku nie wymaga specjalnego utrwalania makijażu, to jednak strefa pod oczami wygląda lepiej, gdy użyję pudru sypkiego. Krok po kroku powiększałam swoją małą kolekcję sypkich produktów i „dorosłam” do tego, by w końcu (po latach!) zrobić drugie podejście do mineralnych kosmetyków do makijażu. W moje łapki wpadł podkład, bronzer, róż, pędzel kabuki oraz mgiełka utrwalająca Lily Lolo – jak się sprawdziły?

PRODUKTY DO MAKIJAŻU LILY LOLO






LILY LOLO PĘDZEL SUPER KABUKI


Pędzel Lily Lolo Super Kabuki jest taki, jak opisują go na stronie Costasy – ultra miękki! Jego włosie sprawia, że można miziać się nim bez końca i dokładać, dokładać, dokładać kolejne warstwy produktu. Świetnie leży w dłoni, jest dobrze wyważony, ilość włosia pozwala na sprawną aplikację produktu, a jednocześnie nie jest tak duża, żeby po myciu był problem ze schnięciem. A jeśli już o myciu Super Kabuki mowa, to włosie świetnie się domywa, nie odkleja od trzonka i nie wypada. Super Kabuki pozwala na bezproblemowe rozprowadzanie podkładu mineralnego w formie sypkiej. Aby prawidłowo nabrać produkt, wystarczy wysypać odrobinę na wieczko opakowania, okrężnymi ruchami wtłoczyć produkt w pędzel, postukać trzonkiem o blat toaletki/biurka/stołu, żeby podkład dobrze wszedł między włosie i na koniec strząsnąć ewentualny nadmiar produktu. Tak przygotowany pędzel powinien bez problemu rozprowadzić podkład mineralny na skórze. Cena pędzla Super Kabuki: 91,90 zł.




LILY LOLO MINERAL FOUNDATION SPF15


Nie lubię kupować podkładów przez internet. Tym bardziej, jeśli mam do wyboru milion odcieni. Dlatego przerażał mnie wybór odcienia podkładu Lily Lolo – byłam pewna, że popełnię błąd. Całe szczęście na stronie Costasy dostępna jest tabelka, która ułatwia analizę kolorystyczną odcieni podkładu. Zdecydowałam się na Warm Peach (jeden z najczęściej wybieranych odcieni), który okazał się być dla mnie idealny na obecny okres jesienno-zimowy. Jeśli Wam to pomoże, to zazwyczaj używam podkładów: Catrice HD Liquid Coverage 010, Eveline Liquid Control HD 010, Catrice All Matt Plus 010 i Warm Peach od Lily Lolo jest ich kolorystycznym odpowiednikiem. To dość ciepły odcień, ale idealnie wtapia się w mój neutralny kolor skóry (nie jestem ani żółta, ani różowa).



Wbrew pozorom nie jest to mój pierwszy podkład mineralny, gdyż miałam kilka lat temu próbkę podkładu innej marki i niestety skończyło się to niezłym koszmarkiem na twarzy – podkład wyglądał jak maska/ciastko i na dodatek koszmarnie mnie zapchał. Miałam więc pewne obawy, ale podkład Lily Lolo okazał się być strzałem w dziesiątkę! Ma przyjemne aksamitne wykończenie, idealnie wtapia się w skórę, nie robi dziwnych placków na twarzy, nie roluje się, nie zapycha, a do tego potrafi kryć lepiej niż tradycyjny podkład i korektor! Sama nie mogłam w to uwierzyć… Mam spory problem z popękanymi naczynkami na skrzydełkach nosa. Tradycyjne podkłady i korektory w ciągu dnia zazwyczaj w tym miejscu się u mnie warzyły i odsłaniały cały problem. Podkład Lily Lolo nie dość, że przykrywa naczynka bez użycia korektora (!), to na dodatek nie warzy się w ciągu dnia. Podobnie rzecz się ma na brodzie – mam tam bardziej rozszerzone pory, więc jeśli akurat zdarzy mi się w tym miejscu jakieś zaczerwienie i spróbuję przykryć je korektorem, to w połowie dnia robią mi się na porach dosłownie „kratery”. Podkład Lily Lolo idealnie kamufluje zarówno zaczerwienienie jak i rozszerzone pory, a skóra wygląda na jedwabiście gładką. 



Jak można wywnioskować z powyższego (nieco przydługiego) wywodu, podkład Warm Peach idealnie wtapia się w moją skórę przykrywając wszelkie zaczerwienienia. Pokusiłabym się nawet o stwierdzenie, że jest praktycznie niewidoczny. Na dodatek zawiera filtr przeciwsłoneczny SPF15 i utrzymuje się na mojej suchej skórze cały dzień, niezależnie od tego, czy stosowałam go solo, z pudrem czy z mgiełką utrwalającą. Bardzo dobrze współpracuje z innymi kosmetykami do makijażu (bronzer, róż, rozświetlacz, itp.). Niewidoczna jest granica między mineralnym pudrem a drogeryjnym korektorem, który aplikuję pod oczami. W zasadzie podkład ma jedynie dwa małe minusy – jego aplikacja trwa w moim przypadku dłużej niż podkładu w płynie, ponieważ drogeryjne podkłady nakładam na szybko palcami, a nie pędzlem. Drugi minusik jest taki, że podkład Lily Lolo potrafił podkreślić suche skórki na nosie, ale tylko wtedy, gdy z braku czasu nie zrobiłam peelingu ;) Dodam jeszcze, że podkład mineralny Lily Lolo aplikowałam po wchłonięciu kremu, którego normalnie używam pod makijaż – nie wymagało to żadnych dodatkowych zabiegów. Cena podkładu to 81.90 zł/10 g, ale można również zamówić próbkę w cenie 10,90 zł za słoiczek 0,75 g lub zestaw startowy z trzema odcieniami podkładu, pudrem i pędzlem baby buki tutaj. Podkłady mineralne Lily Lolo nigdy nie były, nie są i nie będą testowane na zwierzętach na żadnym etapie produkcji.

Skład: MICA, ZINC OXIDE [+/- CI 77891 (TITANIUM DIOXIDE), CI 77492 (IRON OXIDE), CI 77491 (IRON OXIDE), CI 77499 (IRON OXIDE)]



LILY LOLO PRESSED BRONZER HONOLULU


Nie ukrywam, że bronzer Honolulu od Lily Lolo był przedmiotem mojego pożądania od dłuższego czasu. I to właśnie on był pierwszym produktem marki, który przetestowałam. Bronzer ma formę prasowaną i zamknięty jest w poręcznym okrągłym opakowaniu z lusterkiem. Niech nie przeraża Was jego ciemny odcień, bowiem na skórze daje o wiele delikatniejszy efekt niż w opakowaniu. Honolulu ze względu na lekko ciepłą kolorystykę zaliczyłabym raczej do produktów do ocieplania twarzy, choć i do konturowania może się nadać. Powinien sprawdzić się u osób ze średnio-jasną i średnią karnacją. Jest matowy, nie zawiera drobinek i na skórze daje miękkie satynowe wykończenie. Dobrze się rozciera, a na mojej suchej cerze utrzymuje się cały dzień. Co ciekawe, w jego składzie znajdziemy, m.in. olejek arganowy, olejek z pestek granatu, witaminę E, olejek rycynowy, olej z pestek słonecznika, olej manuka czy kwas hialuronowy. Choć używam go codziennie od około miesiąca, to zużycie jest minimalne i bronzer wygląda jak nowy. Na pewno wyląduje w ulubieńcach miesiąca ;) Kosztuje 90,90 zł/9 g.



Skład: MICA, OCTYLDODECANOL, ARGANIA SPINOSA (ARGAN) KERNEL OIL, PUNICA GRANATUM (POMEGRANATE) SEED OIL, CANDELILLA CERA, TOCOPHEROL, RICINUS COMMUNIS (CASTOR) SEED OIL, POLYGLYCERYL-2 ISOSTEARATE/DIMER DILINOLEATE COPOLYMER, GLYCERYL CAPRYLATE, HELIANTHUS ANNUUS (SUNFLOWER) SEED OIL, LEPTOSPERMUM SCOPARIUM (MANUKA) OIL, SODIUM HYALURONATE, ERYNGIUM MARITIMUM CALLUS CULTURE FILTRATE, [+/- CI 77891 (TITANIUM DIOXIDE), CI 77491 (IRON OXIDE), CI 77492 (IRON OXIDE), CI 77499 (IRON OXIDE)]



LILY LOLO MINERAL BLUSH GODDESS


Mineralny róż Goddess od Lily Lolo ma formę sypką i zamknięty jest w małym, zgrabnym słoiczku z praktycznym sitkiem. Jego odcień przyrównałabym do NARS Orgasm czy Wibo Ecstasy nr 1. Jest to delikatny róż z drobinkami złota, czyli popularny ostatnimi laty, a zarazem mój ulubiony odcień rose gold. Pięknie podkreśli opaloną skórę, bo to odcień typu 2w1, czyli różo-rozświetlacz. W zależności od tego, jaki pędzel wybierzemy, możemy uzyskać zupełnie odmienny efekt na skórze. Miękkie włosie syntetyczne wydobędzie z różu Goddess rozświetlający blask, natomiast naturalne twarde włosie zagwarantuje dominację różu nad rozświetleniem. 





Niemniej jest to odcień o tyle bezpieczny, że raczej nie da się z nim przesadzić. Bajecznie łatwo się go aplikuje pomimo sypkiej formy i na mojej suchej cerze utrzymuje się bez problemu przez cały dzień. Odcień Goddess będzie odpowiedni nawet dla jasnej karnacji. Kosztuje 51,20 zł, ale można skorzystać też z próbek.

Skład: MICA [+/- CI 77491 (IRON OXIDE), CI 77492 (IRON OXIDE), CI 77499 (IRON OXIDE), CI 77891 (TITANIUM DIOXIDE), CI 75470 (CARMINE)]




LILY LOLO MAKEUP MIST


Mgiełka utrwalająca makijaż Lily Lolo dostępna jest w poręcznej 50 ml pojemności. W jej składzie znajdziemy, m.in. aloes, pantenol, ekstrakt z zielonej herbaty, wyciąg z pestek grapefruita, ekstrakt z owoców goji czy też ekstrakt z owoców granatu. Nie jest to więc zwykły „chemiczny” utrwalacz a la lakier do włosów. Atomizer rozpyla co prawda ciut za mocny strumień produktu, ale wystarczy odsunąć mgiełkę na wyciągnięcie ręki i wówczas rozpylić na twarz. Nie daje efektu maski, fajnie scala makijaż mineralny ściągając ewentualną pudrowość, nadaje się również do odświeżania makijażu w ciągu dnia. Generalnie nie mam problemu z trwałością makijażu i pozostaje mi tylko żałować, że nie miałam tej mgiełki pod ręką podczas tegorocznych upałów ;) Kosztuje 60,40 zł/50 ml.

Skład: AQUA (WATER), GLYCERIN, PANTHENOL, POTASSIUM SORBATE, SODIUM BENZOATE, ALOE BARBADENSIS (ALOE VERA) LEAF JUICE POWDER, CITRUS PARADISI (GRAPEFRUIT) SEED EXTRACT, CITRIC ACID, LYCIUM CHINENSE (GOJI BERRY) FRUIT EXTRACT, PUNICA GRANATUM (POMEGRANATE) FRUIT EXTRACT, CAMELLIA SINENSIS (GREEN TEA) LEAF EXTRACT


PODSUMOWANIE

Okazuje się, że zachwyty nad produktami mineralnymi Lily Lolo nie są ani trochę przesadzone. Opakowania produktów mają elegancki spójny design i wykonane są w sposób przemyślany z dobrej jakości materiałów. Dzięki temu nawet sypkie produkty do makijażu nie robią chaosu na toaletce. Zarówno podkład, róż, bronzer, mgiełka utrwalająca jak i pędzel kabuki wyśmienicie się u mnie sprawdziły. Moje drugie podejście do makijażu mineralnego po latach uważam więc za w pełni udane. Zauważyłam również dodatkowy plus zamawiania kosmetyków w formie sypkiej – nie trzeba się martwić, że pokruszą się w trakcie transportu ;))


Za możliwość przetestowania kosmetyków mineralnych Lily Lolo dziękuję Costasy Natural Beauty. Współpraca nie wpłynęła jednak na moją opinię, bo do czego miałam się przyczepić, to się przyczepiłam ;)


Produkty Lily Lolo możecie zakupić na stronie Costasy:





Media społecznościowe:






26 komentarzy :

  1. Ja nadal nie potrafię się przykonać do sypkich formuł, ale uwielbiam ich prasowane produkty :) Ostatnio honolulu jest u mnie na tapecie :)

    OdpowiedzUsuń
  2. od kilku lat używam kosmetyków lily lolo i mój makijaż jest w pełni mineralny, uwielbiam te produkty.

    OdpowiedzUsuń
  3. Już tyle dobrych opinii na temat kosmetyków mineralnych do makijażu czytałam, a wciąż mi jakoś z nimi nie po drodze :) Może kiedyś w końcu spróbuję i przekonam się na własnej skórze o ich działaniu :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Może wyjdę na dziwadło :D Ale nie używam pudrów i innych tego typu specyfików. Ale widzę, że postęp jest nawet i w tej kosmetycznej dziedzinie :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Uwielbiam minerały zwłaszcza latem w tym roku postawiłam na Pixie i okazały się być super.Miałam kiedyś stare wersje podkładu LL i nie do końca się polubiliśmy.

    OdpowiedzUsuń
  6. Nigdy nie miałam mineralnych kosmetyków:)Podobają mi się kolory broznera i różu:)

    OdpowiedzUsuń
  7. Bardzo lubię ich produkty, choć jeszcze sporo do poznania mam :).

    OdpowiedzUsuń
  8. Love your review as always ))

    https://elenabienvenido.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  9. Mam te same podkłady! Nawet te same odcienie <3

    OdpowiedzUsuń
  10. Kusi mnie bronzer, ale wydaje mi się ciut za ciepły. Markę jednak bardzo lubię :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Znam markę i bardzo sobie cenię ich produkty

    OdpowiedzUsuń
  12. Róż chętnie bym wypróbowała, podkładu się trochę obawiam, ale ma takie dobre opinie, że może i na niego kiedyś się zdecyduję.

    OdpowiedzUsuń
  13. Ja zawsze je polecam z całego serca :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Fajne kosmetyki, róż bardzo mi się podoba :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Mam pędzel i puder, ani jeden ani drugi mnie nie zachwycił :/ Miałam jeszcze BB i był ok, ale chyba nie na tyle, żeby do niego wrócić. Próbki podkładów też mnie nie zachwyciły :/

    OdpowiedzUsuń
  16. Słyszałam wiele dobrego o tych kosmetykach

    OdpowiedzUsuń
  17. Ja przy mineralach wlasnie obawiam sie zapychania, ale skoro ten podklad tak dobrze sie sprawdza to mysle ze tez sie na niego skusze :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Miałam kilka mienralnych fluidów, ale wszystkie były niezadowalające albo wręcz koszmarne, więc sobie odpuściłam. Za to pudry bardzo lubię i wiosną i latem chętnie sięgam po podkłady mineralne w pudrowej wersji :) a zimą i jesienią stawiam na klasyczne fluidy.

    OdpowiedzUsuń
  19. Nie używałam jeszcze podkładów LL, ale mam je gdzieś tam na swojej wishliście, bo na co dzień używam w zasadzie tylko minerałów :)

    OdpowiedzUsuń
  20. Super post! Piękne zdjęcia i zestawienia kolorystyczne. Mam zestaw startowy, tych miniaturek z LL, ale mam go w wersji medium i wszystkie kolory są dla mnie za ciemne. W okresie letnim nakładałam je i niestety dla mnie są zbyt suche i o wiele bardziej wolę minerały z AM. Ale mam ochotę na produkty prasowane z LL, na ten bronzer, róż i rozświetlacz ;D

    OdpowiedzUsuń
  21. Bardzo ciekawe produkty, choć obawiałabym się, że byłby u mnie problem z doborem odcienia podkładu. Chyba z wiekiem robię coraz bledsza, bo za ciemny podkład to u mnie coraz częstszy problem :(

    OdpowiedzUsuń
  22. Ja po prostu przepadałam w tych kosmetykach i od kiedy je używam moja cera promieniuje 😉 nie wyobrażam sobie makijażu bez minerałów 😍

    OdpowiedzUsuń

Serdecznie dziękuję za każdy konstruktywny komentarz!