Na blogu niejednokrotnie podkreślałam, że w minionych latach mój „zapachowy” gust dość mocno ewoluował, a w zasadzie to przeszedł prawdziwą rewolucję. Kiedyś kochałam słodkie i cukierkowe zapachy, natomiast dziś stawiam na te bardziej „chłopięce”, odważne i z pazurem. Gdy tylko przeczytam, że jakiś zapach ma w sobie męski pierwiastek, od razu pragnę go przetestować. Podobnie było z wodą perfumowaną YSL Libre, choć w tym przypadku uwiódł mnie również przepiękny flakon. Tylko spójrzcie…
YVES SAINT LAURENT LIBRE WODA PERFUMOWANA
Woda perfumowana Yves Saint Laurent Libre zamknięta została we flakonie, który można jednocześnie nazwać minimalistycznym i bogatym, klasycznym i nietuzinkowym… Brzmi jak oksymoron? Otóż, buteleczka ma formę prostopadłościanu wykonanego z przezroczystego ciężkiego szkła, w którym kolorystycznie dominuje ponadczasowa czerń i eleganckie złoto. Czysta klasyka. Pod względem wizualnym największe wrażenie robi logo „YSL”, które wydaje się być „przykręcone” do buteleczki i w niezwykle fantazyjny sposób ją oplata. Wisienkę na torcie stanowi złote zdobienie, które okala atomizer (i przypomina złotą kolię) oraz czarna asymetryczna nakrętka o ostrych krawędziach. To zdecydowanie nietuzinkowe połączenie. Taka forma flakonu łączy w sobie ekskluzywność i surowość. Na żywo robi niesamowite wrażenie - taki flakon będzie ozdobą każdej toaletki.
Tak jak wspominałam na wstępie, woda perfumowana YSL Libre zainteresowała mnie głównie swoim wyjątkowym flakonem i obietnicą męskiego wydźwięku. Gdybym przed zakupem „w ciemno” miała wziąć pod uwagę jedynie opisywane przez producenta nuty zapachowe, na pewno bym się na nią nie zdecydowała… Dlaczego? Bo znajdziemy w niej lawendę i czarną porzeczkę, a za nimi nie przepadam 😉 Co więcej, lawenda pojawia się w tym zapachu aż dwukrotnie! Nutami głowy są lawenda, mandarynka, czarna porzeczka i olejek z gorzkiej pomarańczy; nutami serca lawenda, kwiat pomarańczy i jaśmin, natomiast na nuty bazy składają się madagaskarska wanilia, piżmo, cedr i ambra. Sporo tej lawendy, a jednak się zdecydowałam. Dlaczego?
„Libre” po francusku oznacza „wolność”, dlatego zapach od razu skojarzył mi się z asertywną i zadziorną kobietą. Sama do „miękiszonów” nie należę, więc pomyślałam – to coś dla mnie! Nie myliłam się 😉 Lawendowe nuty w wodzie perfumowanej Yves Saint Laurent Libre są naturalne, nie przypominają sztucznej lawendy, którą zazwyczaj wyczuwam w kosmetykach. Lawenda przywodzi na myśl słoneczną francuską Prowansję. Została przełamana wyrazistymi cytrusowymi nutami. Co niezwykle istotne, zapach w ogóle nie jest słodki, ani otulający, jest zimny i „wyrachowany”. Wyczuwam w nim cierpkość porzeczki, gorzkość pomarańczy, a sama wanilia ledwie „migocze” gdzieś w tle. Wyraźnie czuć w nim białe kwiaty. Męskie piżmo, cedr i ambra nie dominują w tej kompozycji, stanowią ledwie wyczuwalne tło. Takie połączenie tworzy wybuchową mieszankę dla pewnej siebie kobiety. YSL Libre nazwałabym zapachem biznesowym, ponieważ kojarzy mi się ze zdecydowaniem, konsekwencją i przebojowością. Jest niesamowicie energetyczny, dodaje „powera” i motywacji do działania. Lubię dodawać sobie odwagi używając tego zapachu przed większym wyjściem.
YSL Libre jest mocno „szorstki” i rześki, to nowoczesny i typowo miejski zapach. Nie przypomina mi żadnych innych perfum, jakie miałam okazję poznać. Niektórzy twierdzą, że to typowy unisex, ale moim zdaniem wyraźnie czuć w nim białe kwiaty, więc jest mocno kobiecy. Idealnie nada się zarówno na dzień jak i na wieczór. Na mojej skórze YSL Libre ma bardzo mocną projekcję i świetną trwałość – zapach wyczuwam na skórze przez co najmniej 8 godzin, a na ubraniach czuć go aż do prania. Jeśli więc lubicie wyraziste zapachy z pazurem, które przykuwają uwagę – serdecznie Wam polecam!
Wodę perfumowaną YSL Libre możecie kupić w dobrej cenie na Notino (mój egzemplarz zamówiłam właśnie tam).
Jakiego typu zapachy preferujecie?
Wpis powstał w ramach współpracy, jednak nie miało to wpływu na moją opinię.
Ja w ogóle jestem wielbicielką zapachów YSL, choć nie wszystkim one przypadają do gustu. Pamiętam różano-pudrowy Paris, który był cudny.
OdpowiedzUsuńDopiero rozpoczynam swą przygodę z perfumami YSL, ale jest to naprawdę udany początek :)
UsuńPlanuję go zamówić :)
OdpowiedzUsuńMam nadzieję, że później podzielisz się wrażeniami ;)
UsuńFaktycznie falkon cudowny, bardzo elegancki i luksusowy :) zapach wydaje się intrygujący, jak będę miała okazję, to bardzo chętnie powącham :)
OdpowiedzUsuńFlakonik z miejsca zdobył moje serce, ale nie byłam przekonana czy połączenie lawendy z cytrusami będzie dla mnie odpowiednie... Wyszło idealnie ;)
UsuńŚliczny ten flakon 😀
OdpowiedzUsuńA jaka przyjemność z użytkowania ;)
UsuńZapach jest mistrzostwem, co tam flakon :D Chociaż fakt, jest piękny :)
OdpowiedzUsuńWszystko jest w nim idealne :)
UsuńFlakon zbytnio mi się nie podoba, aczkolwiek jestem bardzo ciekawa zapachu tych perfum :D
OdpowiedzUsuńPozdrawiam.
Myślałam, że to niemożliwe, żeby się komuś nie podobał :D Ale nie jestem obiektywna, bo z miejsca się w nim zakochałam ;)
Usuńniuchałam w perfumerii i kusi mnie od tego czasu:)
OdpowiedzUsuńBo to wyjątkowy zapach :) Warto go mieć w swojej kolekcji ;)
UsuńZapach bardzo lubię, chociaż nie raz jest dla mnie za bardzo intensywny i przytłaczający , idealny dla mnie na jesienne dni :)
OdpowiedzUsuńSama jestem ciekawa jak będzie pachniał jesienią - czy będzie pasował do ciepłych sweterków ;)
UsuńTo jest najpiękniejszy flakon jaki widziałam. Zapach myślę, że idealny dla mnie. Koniecznie muszę go poznać.
OdpowiedzUsuńCo do flakonu mam podobne odczucia - to majstersztyk :) A sam zapach mu nie ustępuje w niczym ;)
UsuńI w dodatku ładny ma flakon. 😁
OdpowiedzUsuńŁadny to mało powiedziane :))
UsuńFlakon ma w sobie dużo elegancji, sam zapach zresztą też. Tak jak napisałaś, ma taki biznesowy charakter i coś w tym jest:).
OdpowiedzUsuńJest wyrafinowany i wyjątkowy :) A flakon to klasa sama w sobie
UsuńWitam serdecznie ♡
OdpowiedzUsuńFlakonik piękny ale zapach... to musi być prawdziwe mistrzostwo :)
Ja uwielbiam zapachy od bi es, te w tych ciężkich flakonikach :)
Pozdrawiam cieplutko ♡
Mam jeden zapach z bi es w tym flakonie, ale o ile kiedyś mi się podobał, po czasie już przestałam go tak lubić :P
UsuńJa jestem wielką fanką zapachów. Czytając Twój tekst przeszło mi przez myśl, że mój gust też ewoluował, ale w sumie chyba po prostu jestem tak zakochana w odkrywaniu nowych zapachów że w prawie każdym znajduję coś nieuchwytnego i uroczego. Nie mniej cały czas najbardziej w moje gusta wpisują się zapachy bardzo świeże albo lekko "chłopięce jak to trafnie ujęłaś i też nie należę do miękiszonów. Btw świetne słowo! Ogólnie uwagę na libre zwracałam tylko pod względem pięknej reklamy. Po Twoim wpisie koniecznie muszę kupić swój flakon. Perfumy dodające odwagi to skarb ;)
OdpowiedzUsuńW zasadzie na każdą porę roku mam inny zapach dodający odwagi ;) Jesienią jest to Hugo Boss Boss Alive, więc z niecierpliwością czekam już na koniec lata :P A z nowymi zapachami mam na szczęście tak, że większość z tych, które zamawiam, zdecydowanie do mnie pasuje, choć wpadki też się zdarzają :P
UsuńU mnie też gust zapachowy ewoluował i bardziej teraz cenię te ostre, kolońskie zapachy(określane przez Ciebie jako męskie). Ja je kojarzę z kobietą na stanowisku, zdecydowana, businesswoman. ;)
OdpowiedzUsuńA Libre lubię. Nie jest to moja miłość, ale jakbym dostała to bym używała. :)
Czyli mamy bardzo podobne skojarzenia :)
Usuń