sobota, 23 kwietnia 2016

EFEKT BRUDNEJ TWARZY ZA GRUBE PIENIĄDZE, CZYLI ESTEE LAUDER DAYWEAR

Estee Lauder Sheer Tint, spf15

Witajcie! W październiku zeszłego roku zakupiłam w Douglasie z ciekawości miniaturę produktu Estee Lauder DayWear. Zauroczyła mnie nim pani konsultantka (czy jak one się tam zwą) nakładając jego próbkę na moją dłoń. Skóra od razu stała się ładniejsza, zyskała efekt „glow”. Recenzja tego magicznego kosmetyku miała pojawić się na blogu już dawno, ale jakoś tak zleciało :D Zresztą, nie ma czego żałować…

ESTEE LAUDER DAYWEAR MULTI-PROTECTION ANTI-OXIDANT SHEER TINT RELEASE MOISTURIZER



OPAKOWANIE

Estee Lauder Sheer Tint, spf15

Opakowanie miniaturki (15 ml) poza rozmiarem nie różni się zanadto od opakowania pełnowymiarowego produktu (50 ml). Nie ma też raczej nic wspólnego z ekskluzywnością i luksusem. Ot zwykła zielonkawa odkręcana tubka. Za to cena niezwyczajna. Miniaturkę można zakupić na stronie Douglasa za 39zł/15 ml, natomiast pełnowymiarowy produkt na stronie producenta kosztuje zawrotne 265 zł/50 ml.

KONSYSTENCJA/KOLOR/ZAPACH

Estee Lauder Sheer Tint, spf15

Konsystencja i kolor tego produktu są dość specyficzne. Początkowo ma ono postać lekko fioletowej pasty z widocznymi granulkami, które w trakcie nakładania pękają wytrącając czekoladowy barwnik. Zapach tego „kremu” przypomina połączenie ogórka ze smrodem chińskiej fabryki. Luksusowej chińskiej fabryki.

SKŁAD

Skład produktu jest faktycznie „na bogato”:

WATER, ETHYLHEXYL METHOXYCINNAMATE, ETHYLHEXYL SALICYLATE, DIMETHICONE, CAPRYLIC/CAPRIC/MYRISTIC/STEARIC TRIGLYCERIDE, BUTYLENE GLYCOL, CYCLOPENTASILOXANE, CETYL RICINOLEATE, STEARETH-2, DI-C12-15 ALKYL FUMARATE, POLYSILICONE-11, BUTYL METHOXYDIBENZOYLMETHANE, PENTYLENE GLYCOL, STEARETH-21, ASPALATHUS LINEARIS (RED TEA) LEAF EXTRACT, CAMELLIA SINENSIS (WHITE TEA) LEAF EXTRACT, COFFEA ARABICA (COFFEE) SEED EXTRACT, POLYGONUM CUSPIDATUM ROOT EXTRACT, TRITICUM VULGARE (WHEAT) GERM EXTRACT, BETULA ALBA (BIRCH) BARK EXTRACT, LAMINARIA OCHROLEUCA EXTRACT, HORDEUM VULGARE (BARLEY) EXTRACT/EXTRAIT D’ORGE, SACCHAROMYCES LYSATE EXTRACT, ROSMARINUS OFFICINALIS (ROSEMARY) EXTRACT, VITIS VINIFERA  (GRAPE) SEED EXTRACT, ETHYLBISIMINOMETHYLGUAIACOL MANGANESE CHLORIDE, CHOLESTEROL, PHOSPHOLIPIDS, MALTODEXTRIN, ASCORBYL TOCOPHERYL MALEATE, CYCLODEXTRIN, SODIUM HYALURONATE, HYDROGEANTED LECITHIN, TREHALOSE, NORDIHYDROGUAIARETIC ACID, PALMITOYL HYDROXYPROPYLTRIMONIUM AMYLOPECTIN/GLYCERIN CROSSPOLYMER, PANTETHINE, LINOLENIC ACID, ORYZANOL, LECITHIN, SQUALANE, LINOLEIC ACID, GLYCERIN, SODIUM PCA, UREA, CAPRYLIC/CAPRIC TRIGLYCERIDE, POLYETHYLENE, ISOPROPYL MYRISTATE, BEHENYL ALCOHOL, SODIUM CARBOMER, TROMETHAMINE, STEARYL ALCOHOL, PVP/HEXADECENE COPOLYMER, POLYMETHYL METHACRYLATE, POLYQUATERNIUM-51, CARBOMER, FRAGRANCE, DISODIUM EDTA, SORBIC ACID, POTASSIUM SORBATE, SODIUM DEHYDROACETATE, CHLORPHENESIN, PHENOXYETANOL, LINALOOL, BUTYLPHENYL METHYLPROPIONAL, HYDROXYISOHEXYL 3-CYCLOHEXENE CARBOXALDEHYDE, BENZYL SALICYLATE, TITANIUM DIOXIDE (CI 77891), IRON OXIDES (CI 77491, CI 77492, CI 77499).

Całe szczęście, znajduje się nim wiele dobrych substancji, takich jak ekstrakt z liści czerwonej i białej herbaty, ekstrakt z nasion kawy, ekstrakt z korzenia rdestu, ekstrakt z kiełków pszenicy, wyciąg z kory brzozy, wyciąg z alg złotych, olej z zielonego jęczmienia, ekstrakt z drożdży, ekstrakt z rozmarynu, ekstrakt z liści winogron czy też mocznik.

OD PRODUCENTA


Zgodnie z informacjami ze strony producenta ma być to lekko koloryzujący krem nawilżający, który nadaje skórze zdrowy blask i zapewnia jednolity koloryt. Dzięki kompleksowi niezbędnych dla skóry przeciwutleniaczy, pomaga chronić skórę przed szkodliwym działaniem wolnych rodników, które może prowadzić do widocznego starzenia się skóry. Skóra staje się gładsza i ma bardziej wyrównany koloryt. Perfekcyjnie nawilża, silnie chroni, zapewnia promienny wygląd. Lekka formuła zmienia się w delikatnie koloryzujący i rozświetlający krem, nadający skórze delikatny odcień, który dopasowuje się do każdej karnacji. Nadaje skórze świeży, jednolity, nowy blask.

MOJA OPINIA


Nie ukrywam, że wobec produktu, który osiąga w perfumerii tak wysoką cenę, miałam duże oczekiwania. Krem nałożony na moją dłoń przez panią konsultantkę wywarł na mnie dobre wrażenie – skóra dłoni zyskała widoczne nawilżenie, miała poprawiony koloryt i efekt „glow”. Z radością zaopatrzyłam się w miniaturę tego „cudeńka”, bo jeszcze nie upadłam na głowę, żeby płacić 265 zł za „lekki krem” przy moich zarobkach ;) Miałam nadzieję, że „liznę” choć odrobinę luksusu. Nie myślałam wówczas, jak gorzki posmak może mieć ten luksus.

Krem po wyciśnięciu z opakowania wygląda naprawdę niewinnie – ot taki lekko fioletowy krem do twarzy z granulkami. Ale niech Was ręka boska chroni przed nakładaniem go gąbeczką! Te granulki są po to, by utrudnić Wam życie. Ale o tym za chwilę…


Mam cerę suchą, więc liczyłam na mocne nawilżenie i wyrównanie kolorytu cery. No i krem spełnił te oczekiwania z nawiązką – pokrył moją twarz brązową mazią, wyrównując moją cerę do poziomu Mulatki. Miałam ciało białego człowieka i twarz Mulatki. Bosko wyrównany koloryt. Dodam, że nie jestem rasistką, ale nie takiego efektu oczekiwałam. To odcień kremu miał się dopasować do mojej karnacji, a nie moja karnacja do odcienia kremu.



Wracając do aplikacji – „granulki” zawarte w kremie pękają pod wpływem tarcia o skórę. Nie próbujcie nakładać kremu stemplując po twarzy beauty blenderem. Dlaczego? Bo wówczas granulki nie pękają. Co prawda nie są widoczne na skórze, ale… gdy w ciągu dnia podeprzecie twarz ręką, przesuniecie po skórze palcem, wytrzecie nos chusteczką, granulki pękną i na twarzy pojawią się obrzydliwe utlenione brązowo-pomarańczowe plamy, których już nie rozetrzecie. FUJ.


Jeśli chodzi o wykończenie kremu, to skóra po jego nałożeniu wygląda na lśniącą nawet bardziej niż po Rimmel Wake Me Up, ale nie oznacza to tłustego świecenia – cera wygląda promiennie i świeżo (pomijając oczywiście ciemny kolor…). Krem ma niemal zerowe krycie, a po nałożeniu na skórę sprawia, że wygląda ona po prostu na brudną. Żebyście mogli zobaczyć to na własne oczy, nałożyłam krem na skórę dłoni w małej ilości i po chwili przetarłam czystym papierowym ręczniczkiem. Voila! Więcej komentować tego nie trzeba.


Zapewne myślicie, że wyrzuciłam go do śmietnika. Otóż nie! Mam zamiar „przyciemniać” nim zbyt jasne podkłady, by wykorzystać zawarte w DayWear bogactwo roślinnych ekstraktów, które może wpłyną pozytywnie na nawilżenie mojej suchej skóry. Tubka jest malutka, więc na spokojnie powinnam zużyć całość.

PODSUMOWANIE


Moim skromnym zdaniem, jest to absurdalnie drogi krem-porażka. Ma dopasowywać się do odcienia skóry, a tymczasem sam dopasowuje naszą skórę do swojego brązowego odcienia. Sprawia, że twarz „odcina się” kolorystycznie od reszty ciała. Do tego ma niemal zerowe krycie. Jedynym jego plusem jest „mokre” wykończenie, którego jestem fanką. Jakoś go zużyję, ale na pewno nikomu nie mogę go polecić. Pamiętajcie – przed zakupem drogiego produktu zawsze poproście o próbkę ;)



Mieliście w tym miesiącu jakieś kosmetyczne porażki? ;)


99 komentarzy :

  1. Miałam kiedyś miniaturkę i cóż... dziwny był to produkt:P

    OdpowiedzUsuń
  2. Ale skład, dużo tego, i to ile :O Dobrze, że coś sensownego też zawiera. Działanie brzmi dziwnie - ja go nie chcę ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Skład mnie przeraził na pierwszy rzut oka, ale całe szczęście zawiera trochę ekstraktów ;)

      Usuń
  3. Dobrze, że o tym napisałaś. Sama bym się skusiła, ale że mam bardzo jasną twarz i bardzo suchą skórę to podziękuję :) Dobrze chociaż że ma fajne składniki ;) Polecam za to BB Clarinsa, jest super i też dobrze nawilża :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na pewno ten od Clarinsa nie jest tak czekoladowy :))

      Usuń
  4. O matko skład jest tak ogromny że nie wiem czy by mi się chciało cały analizować... A ten ręcznik papierowy mówi sam za siebie... I tu się sprawdza że nie wszystko co drogie jest dobre... Mi się wiele razy trafiło tak że tester był fajny a sam kosmetyk pełnowymiarowy.. Masakra tak jakby to były dwa inne produkty

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sklepowe oświetlenie zrobiło swoje ;) Zresztą na dłoni może wyglądać ładnie, a na twarzy niekoniecznie :D

      Usuń
  5. Tragedia - jak widać, nie zawsze cena świadczy o jakości :(

    OdpowiedzUsuń
  6. Ojj nie dla mnie, u mnie tym bardziej była by z tego porażka gdyż nie mam doświadczenia z takiego typu kosmetykami

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że mało komu by podpasował ten krem ;)

      Usuń
  7. Ale faux pas z tym kosmetykiem, nie kupie na pewno :/

    OdpowiedzUsuń
  8. O ich kultowym podkladzie też czytałam sporo negatywnych opinii, chyba za dużo:) ten krem zapowiadał się ciekawie - pękające granulki robią wrażenie:) no cóż, wielka szkoda:) Dobrze, ze kupiłaś jedynie miniaturkę

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja podkłady lubie ale z takimi cudami jestem
      ostrozna😄

      Usuń
    2. Podkładów nie znam, bo obawiam się po nich słynnej "maski" na twarzy (dużo osób o tym pisze), a poza tym nie mam problemów z cerą, więc po prostu mogę sobie pozwolić na lżejsze podkłady ;) Żeby tylko lżejsze nie miały odcienia czekolady :D

      Usuń
  9. Odpowiedzi
    1. Dziwne, że tego nie zauważyli, bo na pewno testują produkty przed wypuszczeniem na rynek ;)

      Usuń
  10. nie mam problemu z zbyt jasnymi podkładami, więc generalnie u mnie raczej by się nie sprawdził nawet do wykorzystania w takie sposób ;(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety producenci serwują nam podkłady o dość dziwnych ciemnych odcieniach :P

      Usuń
  11. kolor nie za bardzo pasuje do europerjskich kobiet hyhyhy!
    dobrze, ze chociaz nawilza i ze jakos go zuzyjesz :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Skojarzył mi się z tańszym tego typu produktem. L' oreal ma krem CC. To jest wersja ze Stanów Zjednoczonych. Biały z granulkami,świetnie nawilża oraz opala na pomarańczkę. Wielkie brawa za wplecenie odrobiny humoru. Uśmiechnęłam się ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki :) Gdy trafi się taki bubelek, to nie ma co płakać, trzeba podejść do niego z humorem :))

      Usuń
  13. Szkoda, że nie pokazałaś go na twarzy, wtedy wszystko najlepiej widać. Nie miałam tego podkładu, ale po Twojej recenzji raczej po niego nie sięgnę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Robienie zdjęć mojej twarzy to totalna porażka :D Nie chodzi o to, że strasznie wyglądam, po prostu aparaty tak przekłamują kolory, że na żywo mogłabym wyglądać jak Murzynka, a na zdjęciu byłabym biała jak córka młynarza :P Nie umiem tego zmienić, choć czasem próbuję ;)

      Usuń
  14. O Mamusiu...jak to dobrze, że mnie nie stać na takie luksusy xD

    OdpowiedzUsuń
  15. o ludu ale ciemna kupa z tego wychodzi...

    OdpowiedzUsuń
  16. może nie ma co tu porównywać do EL ale mam tak samo z kremem CC z Loreal. Najpierw jest zielony a po roztarciu miał się stopic ze skórą...wyszła marchewa...już u mnie niedługo będzie post o tym na blogu =D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widzę, że jesteś drugą osobą, która wspomina o kremie L'Oreala - będę go unikać :D

      Usuń
  17. Masakra, dobrze, ze masz miniaturkę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To nie pierwszy kosmetyk "eksluziw", który zrobił mnie w lolo ;)

      Usuń
  18. Zupełnie czegoś innego bym się spodziewała :D. Myślałam, że lepiej się spisze, a tu taka niespodzianka :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety, taka niespodzianka była na mojej twarzy ;)

      Usuń
  19. Od kosmetyków z wysokiej półki cenowej rzeczywiście wymagamy trochę więcej. Przyznaję, że również wiele razy się zawiodłam na produkcie, który kosztował mnie 200-300zł - cóż, ilu użytkowników, tyle opinii. Nie jestem zagorzałą fanką Estee Lauder, znam dosłownie dwa kosmetyki do pielęgnacji i jestem skłonna pokłonić się nad słynnym serum na noc - efekty są widoczne w krótkim czasie. Jeśli chodzi o produkt, który prezentujesz, to niestety nie znam, ale drobinki trochę chyba by mnie przeraziły na początek :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tym serum w ciemnej butelce słyszałam wiele dobrego, ale cena skutecznie mnie odstrasza ;)

      Usuń
  20. No niestety, nie wszystko, co drogie musi być dobre dla nas. Mnie na pewno ten produkt nie skusi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Często tani produkt jest o wiele lepszy od drogiego ;)

      Usuń
  21. ojojojjjj 265 złotych i taki koszmarek....

    OdpowiedzUsuń
  22. Ha ha ha ale się ubawiłam 😆 Świetny post, super napisany ✍🏻

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo mnie to cieszy ;) Jakoś tak mam, że pastwię się z humorem nad bubelkami ;)

      Usuń
  23. chiński luksus? dziękuję! :D kolorek taki dla europejek :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kolorek sprawi, że poczujesz się sexy :D :D

      Usuń
  24. No i lipa. Tak sie kończy zabawa w luksusy xD Mamy nadzieję, że nie nałożyłaś go na jakieś ważne wyjście xD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Piękne podsumowanie :D Całe szczęście od jakiegoś czasu testuję takie cudaki, gdy nie wychodzę z domu :D

      Usuń
  25. chinski luksus? to mnie rozwalilo hahaha

    OdpowiedzUsuń
  26. Szkoda, że luksus okazał się niewypałem, ale cóż bywa i tak :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak to leciało... "Marian, tu jest tak jakby luksusowo" ;))

      Usuń
  27. To jakaś masakra! Miałam kiedyś podobny krem z granulkami z Avon ale on rzeczywiście tylko lekko barwil skórę. I kosztował 10zł 😉

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widzisz, nie był luksusowy, a wrażenie robił :)

      Usuń
  28. Szkoda, że tutaj taki bubel. Mam podkład tej firmy i jestem zachwycona.

    OdpowiedzUsuń
  29. O matko tyle kasy w błoto ;/ Szkoda, że okazał się takim bublem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Całe szczęście miałam jedynie miniaturkę ;)

      Usuń
  30. Bardzo żałuję, że tego typu produkty nie są dostosowane do wszystkich karnacji i na jasnych skórach tworzą bardzo specyficzny i niestety nieatrakcyjny efekt. Ja temu gagatkowi podziękuję.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mogłyby być dwie wersje - do cer jasnych i ciemnych ;)

      Usuń
  31. Jak widać drogie, nie zawsze jest dobre.

    OdpowiedzUsuń
  32. Aż tak bardzo ciemnieje na twarzy, szok.

    OdpowiedzUsuń
  33. nie znam, ale widzę że dobrze :D

    OdpowiedzUsuń
  34. Dobrze, ze przeczytałam recenzję -przynajmniej wiem żeby omijać go szerokim łukiem

    OdpowiedzUsuń
  35. Eeee mówię mu zdecydowanie nie!

    OdpowiedzUsuń
  36. No to rzeczywiście krem porażka.

    OdpowiedzUsuń
  37. Nie spodziewałam się aż takiego niewypału po tej marce, ale jak widać wszystko jest możliwe :/ "Zapach luksusowej chińskiej fabryki" - dobre :DDD

    OdpowiedzUsuń
  38. Od zawsze powtarzam, że cena nie zawsze idzie w parze z jakością. I nie myliłam się :-)

    OdpowiedzUsuń
  39. Oj tam, przesadzasz :P A tak serio - żartowałam :P po kosmetyku za taką cenę spodziewałam się lepszego efektu :D A na pewno zapachu :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może to ta luksusowa tubka tak śmierdzi :D

      Usuń
  40. Hmmm cena nie idzie w parze z jakością. Dobrze, że nie kupiłaś pełnowartościowego kosmetyku.
    :*

    OdpowiedzUsuń
  41. ten brąz na papierowym ręcnziku wygląda tragicznie ;o masakra, kto by pomyślałam, że taka renomowana marka...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nakładasz jasny kremik na twarz, a kończysz jak ten ręcznik ;)

      Usuń
  42. Miałam próbki kremu BB z Estee Lauder i był beznadziejny. Zero krycia, bardzo ciemny, a skóra wyglądała na brudną.
    Tego, o którym piszesz też bym nie chciała;).

    OdpowiedzUsuń
  43. Ojeej co skład długaśny, nie wiem czemu ale zawsze mnie to przeraża w kosmetykach. Wysoka cena niestety nie zawsze łączy się z dobrą jakością.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie również często długi skład odrzuca :P Ale nie zawsze jest zły ;)

      Usuń
  44. bo nie ma co ukrywać ale nie którzy to cenią się zbyt wysoko

    OdpowiedzUsuń
  45. kolejny dowód na to, że nie wszystko co drogie musi być dobre ;) szkoda, że Ci się nie sprawdził, bo naprawdę sporo kosztował.. :(

    OdpowiedzUsuń
  46. Cena mnie przeraziła :P nie chciałabym się tak zaskoczyć płacąc taką kwotę :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Całe szczęście nie płaciłam całej ceny ;)

      Usuń
  47. chyba bym się popłakała, gdyby za taką cenę, produkt coś takiego robił ;d

    OdpowiedzUsuń
  48. Lubię tego typu produkty, mam w domu dwa ulubione, Eveline (niestety nie widze go na stronie) i Lirene Magic Make up w odcieniu jasnym. Obydwa świetnie się sprawdzają, są jasne, delikatnie wyruwnuja koloryt skóry, nawilżają.
    Skład tego, który opisujesz, to niemal tablica mendelejewa. No i ten kolor... Chyba pomylili rynek ;) Dobrze, że znalazłaś dla niego funkcję, bo 40 zł, choc to nie ponad 250, to jednak piechotą nie chodzi.

    OdpowiedzUsuń

Serdecznie dziękuję za każdy konstruktywny komentarz!