2019/01/02

WELEDA SKIN FOOD – RATUNEK DLA SUCHEJ SKÓRY?


Choć być może temperatury nie do końca jeszcze na to wskazują, to jednak śmiało można stwierdzić, że jakiś czas temu wkroczyliśmy w pełni w sezon zimowy. Większości zapewne kojarzy się on ze śniegiem, nartami i lepieniem bałwanów, a mi niestety z… sezonem grzewczym. Mam niewielką sypialnię i siłą rzeczy grzejnik (pomimo nawilżacza!) sieje w nocy prawdziwe spustoszenie na mojej z natury i tak już suchej skórze. Dlatego o tej porze roku w mojej pielęgnacji odruchowo sięgam po bardziej treściwe konsystencje. Nie jest też tajemnicą, że jestem ogromną fanką maseł do ciała. Takie właśnie treściwe masełka ma w swojej ofercie Weleda. Jak się sprawdziły na mojej przesuszonej skórze?

WELEDA SKIN FOOD MASŁO DO CIAŁA



Masło z serii Weleda Skin Food zamknięte jest w solidnym zakręcanym słoiczku. Jest to najlepsze i najbardziej praktyczne rozwiązanie w przypadku tak treściwej konsystencji, ponieważ pozwala na zużycie kosmetyku do końca. Co istotne, słoiczek ma dodatkowe zabezpieczenie w postaci sreberka, by nikt niepowołany nie mógł wepchnąć do niego swoich paluchów. Gwarantuje to jednocześnie lepszą świeżość samego kosmetyku. Jak przystało na serię Skin Food, szata graficzna utrzymana jest w ciemnozielonej kolorystyce, co idealnie koresponduje z naturalnym charakterem produktu.



Po otwarciu opakowania naszym oczom ukazuje się bardzo treściwy produkt o zbitej konsystencji. W dotyku faktycznie przypomina masło. Od samego początku frapowało mnie pytanie, jak będzie pachnieć, ponieważ sama nazwa serii nic mi na ten temat nie mówiła. Gdy na opakowaniu przeczytałam, że to połączenie lawendy i pomarańczy, pomyślałam: nieeee, tylko nie lawenda! Całe szczęście w rzeczywistości masło pachnie bardzo intensywnie cytrusami, dzięki czemu w grudniu kojarzyło mi się ze świętami i idealnie wpisało się w świąteczną atmosferę. Jednocześnie zapach ten jest na tyle uniwersalny, że świetnie sprawdzi się również latem – wówczas będzie budził skojarzenia z wakacjami na tropikalnej wyspie ;)


W składzie masła znajdziemy, m.in. olej z nasion słonecznika (jest nośnikiem składników aktywnych, bogatym w antyoksydanty), masło kakaowe, glicerynę, masło shea, ekstrakt z liści rozmarynu (wspomaga procesy regeneracyjne), wyciąg z rumianku pospolitego (łagodzi skórę wrażliwą), ekstrakt z kwiatów nagietka lekarskiego (wspomaga regenerację skóry), ekstrakt z kwiatów fiołka trójbarwnego (łagodzi i nawilża) czy olejki eteryczne, które odpowiadają za intensywny zapach masła.


Za bogatą konsystencję masa Skin Food odpowiada obecność masła kakaowego oraz masła shea, jednak nie jest ona przeszkodą w trakcie aplikacji. Co prawda produkt lekko bieli skórę, ale łatwo się w nią wpracowuje, tym bardziej, jeśli dopiero co wyszliśmy spod prysznica czy z kąpieli. Co ciekawe, już niewielka ilość produktu wystarcza do pokrycia wybranej partii ciała, dzięki czemu kosmetyk staje się naprawdę wydajny.


Jakie zauważyłam efekty po zastosowaniu masła Weleda Skin Food? Przede wszystkim nie można było przegapić naprawdę porządnego odżywienia suchej skóry. Nawet następnego dnia po aplikacji skóra była wciąż miękka w dotyku, plastyczna, nawilżona i ukojona. Masło działało na nią niczym opatrunek, zwłaszcza po depilacji. Nie jest to produkt, z którym się człowiek męczy, ale taki, po który sięga z przyjemnością, zwłaszcza, że jego używanie procentuje w przyszłości w postaci zadbanej skóry. Bez wątpienia będzie moim hitem stycznia.

Pojemność: 150 ml. Cena: ok. 74 zł.

WELEDA SKIN FOOD MASŁO DO UST



Ponarzekałam już na konsekwencje sezonu grzewczego, ale zimowe warunki pogodowe nie obchodzą się łaskawie również z naszymi ustami. Wiele osób właśnie teraz boryka się z popękanymi i spierzchniętymi wargami, a nawet piekącą i zaczerwienioną skórą dookoła nich. Myślę, że w takich momentach warto zafundować ustom „domowe spa” w postaci grubej warstwy masła do ust z serii Skin Food.


Masełko Weleda Skin Food zamknięte jest w formie typowej dla pomadek tubki, która pozwala na higieniczną formę aplikacji (bez użycia palców!). Konsystencją przypomina mi wazelinę, ale od razu w tym miejscu zaznaczam – nie znajdziecie w składzie wazelinowatego syfu. Na początku składu znajdziemy olej słonecznikowy, następnie lanolinę (ma właściwości wiązania wody) i wosk pszczeli (tworzy ochronną warstwę na ustach), glicerynę, ekstrakt z kwiatów fiołka trójbarwnego, ekstrakt z liści rozmarynu, ekstrakt z kwiatów rumianku, ekstrakt z kwiatów nagietka, alkohol, wodę oraz substancje zapachowe.


Zapach/smak masełka do ust odpowiada zapachowi masła do ciała – jest przyjemny, orzeźwiający, cytrusowy. Sama wyrobiłam sobie nawyk aplikowania masełka do ust grubą warstwą na noc przed snem, by zawarte w nim substancje aktywne miały szansę pozytywnie wpływać na kondycję ust przez co najmniej kilka godzin. Dzięki temu trikowi rano budzę się z miękkimi i odżywionymi ustami bez przesuszeń czy podrażnień. W razie potrzeby zawsze możemy ponowić aplikację masełka w ciągu dnia.

Pojemność: 8 ml. Cena: ok. 30 zł.

CZY WIESZ, ŻE…


Krem z serii Weleda Skin Food został stworzony w 1926 roku (!) i jest jednym z najstarszych produktów firmy. Sama gama Skin Food skierowana jest do skóry suchej i opiera się głównie na roślinnych ekstraktach roślinnych z kwiatów nagietka, liści rozmarynu, kwiatów fiołka trójbarwnego i rumianku. Profesjonaliści polecają słynny krem Skin Food jako bazę pod makijaż. Ceni go sobie również Victoria Beckham czy Julia Roberts.


Produkty otrzymałam w ramach współpracy, jednak nie wpłynęło to na moją opinię.





Mieliście okazję poznać produkty Weledy?



zBLOGowani.pl


36 komentarzy :

  1. Muszę od tego zacząć: jakie ładne zdjęcia! Z kosmetykami się nie znam, ale wydają się być całkiem ciekawe, a zwłaszcza pomadka.

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie miałam okazji poznać tych produktów, ale masło wygląda świetnie, lubię taką konsystencję 🙂

    OdpowiedzUsuń
  3. Lubię zapachy w tych kosmetykach i olejek eteryczny do spania :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie miałam jeszcze nic z tej firmy, ale zainteresował mnie balsam do ciała :) Zimą moja skóra potrzebuje porządnego odżywienia

    OdpowiedzUsuń
  5. Wydajność masła do ciała jest naprawdę zaskakująca. Lubię zapach tej serii, bardzo polubiłam te produkty :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Masło do ust chciałabym poznać, uwielbiam tego typu produkty z fajnym składem i działaniem :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Nie miałam ale o marce słyszałam :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Nie znam ale też muszę się przyznać iż nie przepadam za tego typu kosmetykami. Niestety ja bardzo lubię lekkie kremy, balsamy czy mleczka. Do twarzy to najlepiej żelowy krem. A w okresie grzewczym pranie suszę w sypialni lub ręczniki lekko mokre wieszam na suszarce. Nie do końca jest to super rozwiązanie ale zawsze jakiś plus

    OdpowiedzUsuń
  9. Mam wielką ochotę na tę serię. Markę Weleda znam i lubię:)

    OdpowiedzUsuń
  10. Kojarzę tą markę, ale jeszcze nie miałam przyjemności nic używać. Kusi mnie masełko do ust.

    OdpowiedzUsuń
  11. Mam malutki kremik Weledy, ale jeszcze go nie używałam

    OdpowiedzUsuń
  12. Wonderful products,I love that brand :)

    https://elenabienvenido.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  13. bardzo ciekawi mnie to masełko do ciała. fajnie że nie czuć lawendy gdyż wtedy zapewne omijałabym szerokim łukiem :D

    OdpowiedzUsuń
  14. ja właśnie zaczęłam stosować produkty od weleda. jestem ciekawa jak się sprawdzą u mnie.

    OdpowiedzUsuń
  15. Nic nie miałam z tej marki ale widzę że warto dać szansę tym produktom.
    Wszystkiego dobrego w 2019 roku.

    OdpowiedzUsuń
  16. Lubię takie treściwe konsystencje masełek, a ja akurat lawendę lubię :D Ale zapach cytrusów też :D Wszystkiego dobrego w Nowym Roku! <3

    OdpowiedzUsuń
  17. Lubie Welede i musze koniecznie skusic sie na to maslo ;)

    OdpowiedzUsuń
  18. Przepiękne zdjęcia! Idealnie dopasowane do kosmetyków. :) Masła do ciała lubię, a pomadka ochronna do ust to u mnie podstawa. :D

    OdpowiedzUsuń
  19. Markę oczywiście kojarzę, ale przyznam, że te produkty widzę pierwszy raz. Oba chętnie bym spróbowała, szczególnie masło do ciała. Cena jest dość wysoka, więc nie wiem czy się na nie teraz skuszę, ale jeśli będę miała kiedyś okazję kupić je w promocji, to z pewnoscią wrzucę do koszyka :D

    OdpowiedzUsuń
  20. Z tej dwójki bardzo ciekawi mnie balsam do ust :)

    OdpowiedzUsuń
  21. Masełko do ust, to teraz must have każdej z nas

    OdpowiedzUsuń
  22. Bardzo je lubię! Obydwa produkty świetnie się u mnie sprawdzają ♥

    OdpowiedzUsuń
  23. o! Ten krem za siedem lat będzie miał 100 lat! Ładnie

    OdpowiedzUsuń
  24. Widze coraz wiecej dobrego o tej marce :)

    OdpowiedzUsuń
  25. Masełko do ust by mi się przydało, robią się coraz bardziej suche z każdym dniem :D

    OdpowiedzUsuń
  26. Też mieli mi przysłać te produkty do testowania i nigdy do mniem nie dotarły xD ale jakoś nie ubolewam nad tym, bo maseł do ciała nawet nie lubię, głównie ciekawiło mnie masełko. Obecnie jednak używam sprawdzonego balsamu z Neutrogeny i dostałam balsamik z Hemp Care, więc też się raczej nie skuszę. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  27. Mam i jestem bardzo zadowolona :)

    OdpowiedzUsuń
  28. Kuszące produkty, szczególnie masełko :)

    OdpowiedzUsuń
  29. Produktów nie znam, ale masło kusi :)

    OdpowiedzUsuń
  30. U mnie te masło do ciało spisało się bardzo dobrze a balsam do ust dobry ale bez fajerwerków :D

    OdpowiedzUsuń
  31. Zaciekawiło mnie to masło do ust.

    OdpowiedzUsuń
  32. o kurde ile nowosci kosmetycznych w Polsce ostatnio :*

    OdpowiedzUsuń
  33. Bardzo mnie ciekawią te kosmetyki, ale ostatnio ilość kremów u mnie w szafie jest zupełnie nieproporcjonalna do ilości skóry, jaką mogę nimi pokryć... :)

    OdpowiedzUsuń

Serdecznie dziękuję za każdy konstruktywny komentarz!