2021/01/10

SORAYA GLINKOWE MASECZKI NA DOBRANOC: KIELISZEK WINA, SPACER PRZED SNEM ORAZ MEDYTACJA

 


Słuchanie relaksującej muzyki, czytanie książek czy gorąca kąpiel – istnieje wiele sposobów na lepszy sen. Sporo słyszy się o tym, by wieczorem unikać niebieskiego promieniowania, które emitowane jest przez ekrany komputerów i smartfonów, zrezygnować z forsujących treningów, ograniczyć spożycie cukru… Rzadziej mówi się o tym, co zrobić, by w czasie snu przysłużyć się naszej skórze. Kiedyś byłam zwolenniczką tzw. bezkremowych nocy, czyli pozostawiania skóry saute, bez żadnej pielęgnacji. Jednak od kiedy jestem posiadaczką suchej cery, to właśnie nocą staram się nadrobić pielęgnacyjne zaległości. Pomagają mi w tym treściwe kremy oraz… całonocne maski, które w kilka godzin potrafią czynić cuda. Uwielbiam testować tego typu produkty, dlatego w moje ręce trafiły trzy całonocne glinkowe maseczki Soraya na dobranoc. Jak się sprawdziły?


SORAYA GLINKOWE MASECZKI NA DOBRANOC


W momencie, gdy glinkowe maseczki na dobranoc pojawiły się na naszym rynku, byłam do nich bardzo sceptycznie nastawiona. Wówczas rozpoczynał się szał na naturalne kosmetyki, więc produkty typowo drogeryjne nie leżały w sferze moich zainteresowań… Ale po pewnym czasie podczas zakupów w Lidlu spontanicznie wrzuciłam pierwszą maseczkę Soraya do koszyka – chyba nie zdziwi nikogo, że skusiłam się na „Kieliszek wina”? 😉 Zrobiła na mnie tak dobre wrażenie, że wkrótce skusiłam się na cały zestaw masek, w skład którego wchodziła wersja „Medytacja”, „Spacer przed snem” i „Kieliszek wina” oczywiście. Maseczki powoli dobijają dna, więc pora podzielić się moimi spostrzeżeniami na temat ich działania.

Na początku warto poruszyć najważniejszą kwestię, a mianowicie formułę kosmetyków. Jak już zdążyliście przeczytać, są to GLINKOWE maseczki CAŁONOCNE. Na pewno glinka kojarzy Wam się z „błotkiem”, które trzeba zmyć z twarzy, bo inaczej pobrudzi wszystko wokół. Otóż nie tym razem! Jak możecie zobaczyć na zdjęciu, maseczki na dobranoc Soraya mają kremową konsystencję i o żadnym brudzeniu nie ma mowy - spokojnie pozostawiamy je na twarzy na całą noc jak zwykły krem.



SORAYA GLINKOWA MASECZKA „SPACER PRZED SNEM”

Aby zachować pozorny ład i porządek, postanowiłam uporządkować maseczki od tej „najlżejszej” do tej najcięższego kalibru. Na zdjęciu może nie za bardzo widać, by różniły się one pod względem formuły, ale różnice są odczuwalne po aplikacji na skórę. „Spacer przed snem” to glinkowa maska dotleniająca jest więc naprawdę leciutka. W składzie zawiera m.in. zieloną glinkę, ekstrakt z nasturcji, glicerynę i olej z awokado. Pachnie kremowo-ogórkowo, zapach zdecydowanie należy do tych świeżych. Kosmetyk aplikujemy tak jak zwykły krem i pozostawiamy do wchłonięcia. Producent sugeruje, że ewentualny nadmiar produktu można zdjąć chusteczką, ale skoro kremu do twarzy nie ścieramy, to po co marnować maseczkę 😉

Jakie efekty zaobserwowałam przy całonocnym stosowaniu glinkowej maseczki dotleniającej? Nie wiem jak to jest możliwe, ale faktycznie pierwsze, co przychodzi mi na myśl, to lepsze dotlenienie skóry. Twarz stała się taka bardziej „pulchna”, jędrna i miękka w dotyku, mam wrażenie jakby ktoś ją lekko „napompował” (nie mylić z opuchnięciem!). Kosmetyk dobrze nawilża, odświeża i delikatnie oczyszcza skórę, a przy tym nie zapycha. Niestety na cerze suchej daje jedynie efekt doraźny – prawdopodobnie maseczka jest po prostu zbyt lekka. Dlatego też wydaje mi się, że wersja „Spacer przed snem” najlepiej spisze się na cerach mieszanych i tłustych.



SORAYA GLINKOWA MASECZKA „KIELISZEK WINA”

Jak to zwykle w życiu bywa, cała moja przygoda rozpoczęła się od „Kieliszka wina” właśnie 😉 Ta wersja glinkowej maseczki określana jest mianem „wygładzającej”. W jej składzie znajdziemy m.in. różową glinkę, masło shea, olej z awokado i ekstrakt z winogron. Producent obiecuje, że kosmetyk działa niczym prawdziwy „eliksir młodości” i wiecie co? Ma rację! Glinka oraz pozostałe drogocenne składniki pozostawione na skórze na całą noc mają większe pole do działania i naprawdę to widać. Moja sucha cera po takim „kieliszku wina” jest optymalnie nawilżona, odżywiona, widocznie bardziej gładka, miękka i ujędrniona. Aż przyjemnie nakłada się później na nią makijaż, bo stanowi wręcz idealne, jedwabiście gładkie „płótno”. Takich cudów na pewno się nie spodziewałam, tym bardziej, że produkt kosztuje ok. 9 zł (30 ml). W razie, gdybyście nie pamiętali, to maseczka trafiła do moich ulubieńców 2019 roku, a obecnie w użyciu mam kolejne opakowanie. Powinna sprawdzić się na każdym typie cery.



SORAYA GLINKOWA MASECZKA „MEDYTACJA”

Żółta glinkowa maseczka regenerująca jest zdecydowanie „najcięższa” z całej trójki. Przeznaczona jest do przesuszonej i zmęczonej skóry, a w składzie zawiera m.in. żółtą glinkę, masło shea, olej rzepakowy, olej z awokado i olej abisyński. Z jednej strony jest najdłużej wyczuwalna na skórze po aplikacji, ale z drugiej ma najsilniejsze działanie. Pierwsze, co przychodzi mi na myśl, gdy próbuję opisać efekty jej stosowania, to zdecydowanie odżywienie. Maska jest silnie odżywcza, po całej nocy skóra wydaje się być solidnie zregenerowana i wypoczęta. Niestety produkt ma jeden spory feler – przy częstym używaniu potrafi wywołać wysyp na moim czole ☹ Dlatego maseczkę należy stosować z umiarem. Sprawdzi się jedynie na naprawdę przesuszonej, odwodnionej czy dojrzałej cerze bez skłonności do niedoskonałości.


Podsumowując: maseczka dotleniająca z zieloną glinką przyjemnie nawilżała i odświeżała skórę, ale była zbyt lekka dla suchej cery; wersja wygładzająca z różową glinką była idealnie wyważona – odżywiała, ujędrniała i widocznie „odmładzała skórę” bez efektów ubocznych; wersja regenerująca z glinką żółtą naprawdę dobrze odżywiała i nawilżała cerę, ale niestety lubiła ją również zapychać.





A jaki jest Wasz sposób na dobry sen? 😉





25 komentarzy :

  1. Nie stosowałam nigdy takich maseczek bez zmywania. Pierwszy raz widzę te produkty ale zaciekawiłaś mnie nimi ! :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ostatnio kupiłam cały zestaw, bo a. kusiły mnie już w tamtym roku, b. pamiętałam, że je polecasz, c. zestaw 3 masek kosztował mniej niż 12 zł! Co prawda nie jestem fanką masek na noc, więc raczej kupiłam je z myślą o zmywaniu, ale może się przemogę. Póki co testuję zieloną, chociaż chyba powinnam zacząć póki jest zima od żółtej :P Skoro zapycha to przy mojej cerze mieszanej trochę się jej obawiam. Chyba nie odważę się jej stosować na noc ;D

    OdpowiedzUsuń
  3. Nigdy ich niestosowałam, ale chyba zaopatrzę się w jedną aby nawilżyć i odświeżyć skórę w zimie :)
    Pozdrawiam;)

    OdpowiedzUsuń
  4. O kurcze, dawno nie stosowalam soryi ale te kosmetyki wydaja sie byc mega ciekawe :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie przepadam za maseczkami do zmywania, odkąd poznałam maseczki w płachcie. Ale zdecydowani te powinnam wypróbować.

    OdpowiedzUsuń
  6. Jak ja dawno z Soraya nic nie miałam.. Chętnie którąś maskę wypróbuję :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Uwielbiam glinkowe maseczki ❤

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja nie lubię się z maseczkami, które zostawiamy na noc. Zdecydowanie wolę te spłukiwane choćby po 10-20 minutach. 🤔😊

    OdpowiedzUsuń
  9. Myślałam, że to nieco inny produkt będzie, taka fajna alternatywa dla samodzielnego mieszania glinek, ale one niewiele mają wspólnego ze zwykłymi glinkami :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Nie lubię kiedy producent określa KREM słowem MASKA tylko dlatego, żeby bardziej zainteresować klienta, trochę go omamić. Bo jakby nie patrzeć... To jest po prostu krem, a określenie go maską nie zmieni jego właściwości.
    Fajnie, że to nie są całkowite buble, ale szału też nie ma.

    OdpowiedzUsuń
  11. Interesujące maseczki i w dodatku ładne się prezentują

    OdpowiedzUsuń
  12. Nie miałam okazji ich używać, ale też jakoś specjalnie mnie nie kuszą :)

    OdpowiedzUsuń
  13. nie wiedzialam ze takie cos jest na rynku:)

    OdpowiedzUsuń
  14. Bardzo lubie takie maseczki, wiec tutaj plus dla Soraya oi chetnie bym je poznala :D

    OdpowiedzUsuń
  15. nazwy ich są genialne^^ tę winną bym chciała;D

    OdpowiedzUsuń
  16. Tych maseczek nie miałam, ale bardzo lubię maski z glinką. Bardzo lubię ich działanie niezależnie od rodzaju użytej glinki. Z powyższych najchętniej sięgnęłabym po Kieliszek wina :DD

    OdpowiedzUsuń
  17. Uwielbiam takiego typu maseczki!:) Ich nazwy są bardzo kuszące ;)

    OdpowiedzUsuń
  18. Lubię maseczki z glinki, dobrze wiedzieć że różowa będzie najlepsza dla mnie :D

    OdpowiedzUsuń
  19. Fajne maseczki. Mam ochotę na kieliszek wina.

    OdpowiedzUsuń
  20. Glinkowe maseczki jednak nie dla mnie;). Wolę kremowe, mięciutkie i kojące:).

    OdpowiedzUsuń
  21. Ciekawe maseczki, w sumie nałożenie na calą noc może być bardzo dobre dla mojej skóry :)

    OdpowiedzUsuń
  22. Uwielbiam wszystko co zawiera glinkę. Fajnie, że tutaj mamy kremową konsystencję, która uprzyjemnia stosowanie :)

    OdpowiedzUsuń

Serdecznie dziękuję za każdy konstruktywny komentarz!